 |
| Starszy kapral |
 |
-
Posty:
148
-
Dołączył:
16.08.2007
|
Ulubione i znienawidzone postaci... no jest tego trochę 
Kogo lubię: Raider i Raven - para najemników stworzona do zabijania Zawsze ich wynajmuję i zawsze w parze  Trevor - ceni się, skubaniec, ale to, co potrafi, warte jest każdych pieniędzy Ice - najprzyjaźniejszy najemnik, jakiego znam, przy tym doskonały instruktor Shadow - archetyp specjalisty od operacji specjalnych - spokojny, opanowany, mało mówi, dużo robi. I to jak robi! Ivan i Igor - jeśli ich wynajmuję, to zawsze razem Są dobrzy (Ivan od razu, Igor po treningu), a dodatkowo lubią się z Gruntym, kolejnym moim ulubieńcem Grizzly - klimatyczny nieokrzesaniec, ale obok Grunty'ego to najlepszy specjalista od broni ciężkiej, jakiego znam (nie licząc Gusa i Ivana) Grunty - może to i Niemiec, ale zabawne i klimatyczne teksty decydują o sile tej postaci. Dorzućmy do tego kombinację broni ciężkiej i nocnych operacji... i już wiem, kto będzie wspierał mój "oddział do zadań specjalnych" ogniem z moździerza czy LAWa. A gdy Grunty rozstawi moździerz, albo wyciągnie LAWa, to pora otwierać piwo i paluszki... będzie widowisko  Barry - kolejny klimatyczny najemnik (co Węgier robi w Niemczech? ), tani, ale inteligentny. Dość szybko można z niego zrobić doskonałego sapera/mechanika/specjalistę od pokonywania zabezpieczeń (Elektronika i Otwieranie zamków to b. przydatna kombinacja!). Przy tym Barry jest dużo tańszy od Trevora, szczególnie na wyższych poziomach. Conrad - nie wiem czemu, ale lubię tego zarozumiałego żabojada. Może za to, że nie żąda podwyżek i jego cena staje się bardzo niewygórowana, gdy wszyscy w oddziale mają już 7 lub 8 poziom... może za to, że jest skubaniec inteligentny i szybko potrafi się stać nie lada killerem... a może za to, że jest tak uroczo oportunistycznie bezczelny Zawsze daję mu szansę zrobienia kariery w moim oddziale, a jeśli kiedykolwiek uzna, że mu się znudziło... to niech nawet nie próbuje biec - pocisk 7,62mm w czaszkę i tak będzie szybszy Gus - to ten specjalista od broni ciężkiej. Trochę szorstki w obejściu (to chyba przez tą niezaleczoną nogę ), ale z moździerzem czy LAWem w ręku to Piąty Jeździec Apokalipsy. No i warto choć raz dać mu szansę zrobić z Deidranny sen naćpanego rzeźnika, aby usłyszeć kultowe "Dziwka obsłużona" (pełne 15 minut dochodziłem do siebie po usłyszeniu tego tekstu po raz pierwszy ) Buntownicy (wszyscy) - może dlatego, że to "ci dobrzy" i pracują ze mną za darmo? Nawet Dimitri, mimo że nie najbystrzejszy i nieco gapowaty, jest u mnie w bojowym składzie - przydaje się, gdy trzeba celnie i daleko ciepnąć granat, albo precyzyjnie wpakować ostrze w głowę żołdaka kilkanaście kroków dalej  Elliott (NPC) - jest tak uroczo i śmiesznie ciapowaty, że ilekroć muszę go zastrzelić, serce mi się łamie... 
Kogo nie lubię: Biff - nikczemny tchórz bojący się własnego cienia, że nie wspomnę o broni, którą trzyma w ręce ("Przy strzelaniu mruży się jedno oko, a nie oba, idioto!"), w dodatku niewyuczalny Flo - to samo, co Biff, do tego wygląda jak tania pro...letariuszka Sam jej wygląd to argument za małżeństwem... z Hickiem  Razor - jedyne, w czym ten "błąd genetyczny" wydaje się być "ocertyfikowany", to robienie groźnego wrażenia. To ja już wolę starą dobrą odbezpieczoną broń nuklearną  Numb - nie to, żebym był uprzedzony, ale takich pajaców to ja wolę oglądać z perspektywy muszki i szczerbinki, a nie biurka pracodawcy Iggy - rebelianci go nie lubią, więc ma pecha - wrogowie wrogów moich wrogów są moimi wrogami. Perko (NPC) - za takie odzywki przy przyjmowaniu rzeczy do naprawy dałbym chyba w mordę nawet w realu. Aż się prosi o kulkę, prosiak jeden. Chris, Annie, Jasmine, Joe, Charlie, Terry (NPC) - terroryści. I wszystko jasne. Nienawidzę terrorystów. Jedyny, który nie ginie w momencie wykrycia, to Terry - jeśli przyjmie u mnie robotę, używam go do wsparcia obrony/transportu/szkolenia samoobrony. Odmowa lub wygaśnięcie kontraktu równoznaczna jest z przeróbką na trofeum dla Carmena.
Reszta wpada gdzieś pomiędzy, choć osobiście, staram się unikać psycholi. Może i są zabójczy z bronią automatyczną w ręce, ale wygrzewanie całych magazynków w stronę wroga z żądzą mordu na pysku to zupełnie nie mój styl walki. Jeśli już psychole, to tylko w obronie sektora, na pierwszej linii obrony, najlepiej na stanowisku z dużym polem widzenia, w pozycji leżącej i na dachu, z dużą liczbą amunicji i szybkostrzelnym erkaemem na dwójnogu do dyspozycji. Zanim żołdactwo obejdzie/unieszkodliwi takiego, połowa z nich dostanie wejściówki do szpitala lub kostnicy (zależy, kto jak trafi ), a reszta będzie na tyle przerażona, że nawet samoobrona z łatwością nawkłada im kulek. Pamiętam, jak kiedyś Buzz uzbrojona w FN Minimi wsparta 10 zielonymi milicjantami obroniła akademię wojskową w Almie przed najazdem 20 elit, odnosząc zaledwie 14 pkt obrażeń (przyliczyła szlifa o zabłąkany rykoszet) i tracąc 3 milicjantów. W miejscu, gdzie elity próbowały podejść do budynku, było dosłownie czerwono od krwi...
_________________ Loucipher
"Fight for freedom, kill for cash, play for fun."
|
|