 |
| Starszy kapral |
 |
-
Posty:
95
-
Dołączył:
28.01.2007
|
Czytam, to co napisaliście i myślę, ze dołożę swoje trzy grosze. Przede wszystkim systematyka. Zagadnienie IRAK jest zbyt obszerne, by go wrzucać do jednego worka. Proponuję podział: 1. INTERWENCJA (lub agresja, jak kto woli) 2. STABILIZACJA (lub jej brak, jak kto woli) 3. POWSTANIE (lub ataki terrorystyczne, jak kto woli).
Otóż ZANIM będziemy rozmawiać w kontekście "Irak, a sprawa Polska", warto zastanowić się nad powodami całej imprezy. Sprawa polska to epilog.
Ad.1. Wszystkie oficjalnie podawane powody "operacji stabilizacyjnej" w Iraku to bzdury. Prawdziwe powody wynikają z geopolityki. Broni masowego rażenia Saddam nie miał i nie chciał mieć. Może ktoś tego nie pamięta, ale to była druga wojna Bushów z Saddamem. Irak był bardzo osłabiony po pierwszej wojnie i nie miał ŻADNEGO interesu w następnej wojnie. Nie będę omawiał pierwszej wojny w zatoce, bo to raczej off topic. Natomiast muszę o to zahaczyć w kontekście legalności wojny. Otóż TYLKO USA miały legalny powód do wojny z Irakiem. Po pierwszej wojnie podpisano bowiem, nie pokój, a zawieszenie broni (rozejm). USA i Irak teoretycznie cały czas znajdowały się w stanie wojny. Natomiast cała reszta tzw. "koalicji" biorąc udział w ataku na Irak łamała prawo międzynarodowe. Słynna rezolucja ONZ mówiła bowiem jednoznacznie, kiedy można zaatakować. Te warunki nie wystąpiły i właśnie DLATEGO wymyślono bajeczkę o broni masowego rażenia. To miało usprawiedliwiać agresję z pogwałceniem prawa. Co do tej broni to Saddam ją miał 10 lat temu, ale POZBYŁ się, żeby nie dawać powodów do ataku. Warto o tym przypominać! O tym, że broni nie było a zachodnie wywiady kłamały ("koloryzowały" w języku polityków) wie prawie cała opinia publiczna w USA (70% Amerykanów tak uważa). Żeby prawidłowo ocenić DLACZEGO nastąpił atak, należy odpowiedzieć na pytanie CZY SADDAMOWI ZALEŻAŁO na nowej wojnie? Co mógł zyskać? Co stracić? Odpowiedzi są oczywiste  Nie zależało. Dużo, gdyby wygrał (ale nie miał szans wygrać BEZ lotnictwa). Wszystko (łącznie z życiem). KOMU więc ZALEŻAŁO? Odpowiedź też jest oczywista  Temu zależało kto zyskał. Zyskał Bush (poparcie społeczne max po ataku) i przemysł zbrojeniowy (zamówienia max bo wojna). Resztę możecie sobie sami dopowiedzieć. Może tylko jeszcze strona moralna: czy warto było odsunąć Saddama od władzy? Prawie każdy powie: TAK. Ja mówię: zależy ZA JAKĄ CENĘ! Dzisiaj wiadomo, że z powodu wojny i powstania zginęło już ponad 600 tysięcy Irakijczyków. To PARĘ RAZY więcej niż Saddam zamordował podczas CAŁYCH swoich rządów. Resztę możecie sobie sami dopowiedzieć. Oczywiście Saddam był zły i był dyktatorem, nie było tam demokracji i praw człowieka, ALE czy to usprawiedliwia śmierć tylu ludzi? Fani rewolucji francuskiej 1789 pewnie stwierdzą, że tak. Ja mówię NIE.
Ad.2. Miała być stabilizacja, a nie ma. Nie ma, bo "bystrzy" planiści z USA uznali, ze po pokonaniu armii Saddama ludność powita ich kwiatami! Pełna paranoja. Dziwne tym bardziej, że 10 lat wcześniej Bush senior właśnie dlatego nie zdobywał Bagdadu, bo uznał, że nie dadzą rady utrzymać podbitego kraju. A jego syn uznał, że nie trzeba będzie siłą go utrzymywać  Ręce opadają patrząc na ich bezmyślność. Tym bardziej, że Anglicy PRZED atakiem zwracali uwagę na regionalne problemy. Gdyby "koalicja" miała wojska wyliczone nie na ATAK, a OKUPACJĘ ("stabilizację" w języku polityki) to dziś byłby tam spokój i ropa bez przeszkód płynęłaby do USA. Tymczasem USA wysłały wojska do walki z armią, a nie do walki z partyzantką. Chłopaki dawno nie byli w Wietnamie, to zapomnieli, jak to jest gdy się podbija obcy kraj, a wrogie do agresora państwa mają z tym krajem granicę. Przecież nie mają tam nawet tyle wojska, żeby zablokować granicę z Iranem i Syrią!! Gdyby tam pojawiło się 200+ tys żołnierzy na początku, nie byłoby powstania. Przy czym chodzi o żołnierzy pierwszej linii, nie logistykę. A tak, mamy to, co mamy.
Ad.3. To, co na początku wyglądało na ataki terrorystyczne małej grupki byłych baasowców dziś jest oczywistym powstaniem. Przy czym charakterystyczne dla tego kraju jest to, że nie ma JEDNEJ kwatery głównej i jednej armii! Jest tak, jak było w Afganistanie w latach 80-tych: mnóstwo lokalnych komendantów i grup religijnych zwalczających się wzajemnie, ale mających MIMO wszystko jednego głównego wroga. Skutek będzie taki, że Irak będzie musiał zostać podzielony na 2-3 państwa i oddany lokalnym włodarzom (Sistaniemu na północy i Sadrowi na południu?). O demokracji, prawach człowieka, "społecznej gospodarce rynkowej" i innych zachodnich nowinkach można zapomnieć. To jest właśnie ten WYBÓR jaki ma dziś Bush: brnąć w tą wojnę wysyłając tam 100-150 tys ludzi, czy się wycofać dzieląc kraj. Bo wycofać się NIE dzieląc oznacza pozostawienie go na pastwę WOJNY DOMOWEJ.
Ad. sprawa polska. Udział naszych wojsk w tej awanturze ma korzystny dla naszego wojska wymiar. Oczywiście nie jest korzystny dla pojedynczych żołnierzy, ale to inna sprawa. Takiego dużego doświadczenia w warunkach wojennych nie mielibyśmy jak zdobyć gdzie indziej. Przetestowano sprzęt, logistykę, ludzi, dowódców itd. To dobrze. Natomiast bilans polityczny jest raczej ujemny. Chociaż możemy tu dyskutować, czy może jest neutralny. Moim skromnym zdaniem NIE WYTARGOWANO od USA sensownych gratyfikacji za udział w tej awanturze. To obciąża towarzyszy Kwaśniewskiego i Millera, ale też nowy PIS-owski rząd nie zrobił tu wiele. Przypominam idiotyczne hasełka w stylu "nie handluje się krwią naszych żołnierzy" i że robimy to bo "sojusznicze zobowiązania" tak każą. Moim zdaniem skoro się wysłało żołnierzy na wojnę, gdzie nie mamy żadnego interesu, to handel JUŻ NASTĄPIŁ. Trzeba było tylko ustalić wysoką stawkę. Zrobiła tak Turcja, Hiszpania i Włochy. A my? Parodia służalczości i nic więcej. Nie mieliśmy żadnych sojuszniczych zobowiązań względem USA. Nie jesteśmy sojusznikiem USA, tylko członkiem NATO i nasze zobowiązania wynikają z Traktatu, a nie "dobrych" relacji z Ameryką.
Czy powinniśmy się wycofać? Moim zdaniem TAK. Ale nie JUŻ. Należy po cichy ostrzec o tym zamiarze "koalicjantów". Poczekać na ich reakcje. Jeśli USA nic nie dadzą za pozostanie, to ogłaszamy, ze za sześć miesięcy wychodzimy i DOTRZYMUJEMY tego terminu.
Tak ja myślę.
PS: Trochę to długie, ale temat nie da się streścić a paru słowach.
Pozdrawiam
|
|