Len pisze:
Kiedyś miałem taki przypadek, gdy postanowiłem pojechać ruchliwą drogą. Nagle kierowca autobusu wyprzedził mnie tak, jakby w ogóle mnie tam nie było. To znaczy - przycisnął do krawężnika.
Znam ten ból, z obu stron. Tego często nie da się uniknąć. Gdy jedziemy samochodem zdarza się, że mijamy rowerzystę przed wydaje się dobrze widocznym łukiem i zupełnie pustą drogą. Bywa jednak, że ktoś z naprzeciwka naprawdę TNIE na złamanie karku. Wtedy wymijanie z niewielką odległością to raczej konieczność. W mieście sprawa wygląda inaczej, bo tu i tak nie ma się co śpieszyć, swoje odstoimy.
Olinka pisze:
To nei wina pieszych ,że chodza, swinie jedne, po chodniku.
Ich wina, jeżeli chodzić nie potrafią, a niestety są takie osoby.
Olinka pisze:
Chodnik jest dla pieszych i moim zdaniem głupota jest oczekiwac, że pieszy, który w zyciu na rowerze nei jechał, nie mysli o tym na chodniku czuje sie zupełnie bezpiecznie idzie i mysli co na obiad ugotowac, czy zdazy dziecko odebrac z przedszkola albo na czas dojedzie do szpitala do maluszka. Czy np w pracy szef nei zwolni bo kobieta jest w ciazy lub własnie wraca z macierzynskiego i takie tam pierdoły zupełnie nie wazne w swietle rowerzystów.
Tu nie jest taka prosta sprawa. Gdyby tak patrzeć, to piesi są niesamowitymi egoistami. Co byś powiedziała, gdyby ktoś przejechał samochodem Twoje dziecko... bo po prostu miał ważniejsze sprawy na głowie i nie przejmował się kimś na pasach? Przykład brutalny, ale jak najbardziej realny. Żyjemy w takich a nie innych warunkach i nie ma co zrzędzić na jednych czy drugich: trzeba po prostu jakoś funkcjonować.
Olinka pisze:
Bo sa mądre i w okolicznosciach tak drogowych jak i klimatycznych korzystaja z komunikacji miejskiej
Olinka pisze:
Rower dla mnie to przyjemnosc a nie srodek transportu.
No i znowu egoizm
A co, jeżeli ktoś MUSI jechać rowerem? Bo nie ma na bilet, bo nie ma samochodu, bo korki są takie, że nie ma sensu czym innym, zaś z buta się spóźni?
A skoro już tak nieco o ruchu drogowym i nie tylko. Niesamowicie denerwuje mnie, gdy ktoś nie wie do czego służy kierunkowskaz, albo nie potrafi go używać w odpowiednim czasie (tzn. robi to o wiele za późno). Ktoś jedzie przez jakąś miejscowość 60-70 km/h a tu nagle niemal pełne wyhamowanie i bez kierunkowskazu skręca... normalnie chciałoby się za nim pojechać i wbić do łba do czego jest ta wajcha.
Poza tym wkurza mnie ktoś, kto nie potrafi zauważyć, że musi coś ominąć. Ostatnio miałem sytuację, gdy na drodze dwupasmowej na krzyżówce skręcałem w lewo i pomiędzy przeciwległymi pasami czekałem na możliwość wjechania na pas. Z prawej niewielka ciężarówka skręcała w ich lewo, a więc "zatarasowała" mi wyjazd, dobra, pół biedy, bo przecież ona też chce zjechać, a poza tym to ja oczekiwałem aż ten pas się zwolni. Załamało mnie natomiast pani która jechała z pasa "mojego tyłu", od mojej lewej - jako że mój samochód nieco "wystawał", ona nie mogła przejechać (środkiem, bo jakby się minimalnie zsunęła to problemów nie było) więc... zatarasowała przejazd tej ciężarówce w efekcie blokując nas wszystkich... a to wszystko pomimo faktu, że z prawej strony miała zupełnie wolny pas i jechała prosto.
Może przedstawię to inaczej: