Olinka pisze:
Mozecie mi wytłumaczyc na czym polega kolekcjonerski charakter dopalaczy?
Chodzi o to, że są pewne substancje, których w Polsce sprzedawać nie wolno (np. Kokaina), chodzi mi o tzw. 'narkotyki' (jest to pojęcie prawne, w medycynie używa się innej terminologii).
Są też pewne towary, których skład musi być kontrolowany, np. leki, suplementy diety, produkty żywnościowe itd...
Są pewne towary, których skład nie musi być ściśle kontrolowany.
Oznacza to, że produkt z ostatniej grupy nie może zawierać substancji niedozwolonych prawnie (np. narkotyków, materiałów wybuchowych, materiałów promieniotwórczych i innych substancji wyłączonych z obrotu na mocy prawa RP) ale poza tym jego szczegółowa zawartość nie podlega kontroli (tzn. nikogo nie obchodzi co dokładnie zawiera, tak długo jak nie zawiera pewnych substancji z danej listy).
Jeżeli zechcesz sprzedać dopalacz jako lek, to nie przebijesz się przez badania kliniczne.
Jeżeli zechcesz go sprzedać jako suplement diety, to szczegółowa analiza jego składu wykaże, że zawiera on różne substancje niezabronione prawem, ale potencjalnie wymagające kontroli (na czym polegniesz).
Jeżeli zechcesz go sprzedać jako produkt żywnościowy, to kontrola jakości/zawartości/cokolwiek, wykaże, że są tam jakieś dziwne chemikalia, z których się nie wytłumaczysz.
Jeżeli jednak zechcesz go opchnąć, jako 'produkt kolekcjonerski', który nie musi być bezpieczny do spożycia, a jedynie wolny od pewnych zakazanych z obrotu substancji, to możesz tam nawet napchać jakiejś silnej trucizny (o ile ta ostatnia nie jest wycofana z obrotu).
Sprzedając kreta jako udrażniacz do rur nie musisz się nikomu tłumaczyć z tego, że zawiera on silny ług.
Próbując sprzedać kreta jako produkt spożywczy, musiałabyś się tłumaczyć, co miałaś na myśli, próbując wprowadzić na rynek coś, co przeżarłoby komuś przełyk na wylot (bo udrażniacz do rur leje się do kibla, podczas gdy produkt spożywczy leje się do ust).









