Stridingshadow pisze:
Chciałbym przypomnieć że wiara Chrześcijańska pomimo pewnej innowacyjności posiada obrządek mocno związany z wierzeniami pogańskimi, ofiary, wywoływanie duchów (w tym wypadku Ducha Świętego, modlitwa o wstawiennictwo Świętych), wiele obrzędów ściśle związanych z obrządkiem pogańskim.
W chrześcijaństwie nie ma ofiar w sensie wierzeń pogańskich.
W chrześcijaństwie nie ma wywoływania duchów. Duch Święty jest osobą boską. Nie wywołuje się Go. Mieszasz w pojęciach.
Wstawiennictwo świętych nie jest tym samym co kult przodków (ani wywoływanie duchów). Człowiek ma nieśmiertelną duszę, która po ziemskiej śmierci gdzieś mieszka. Pod tym względem poganie byli dość blisko chrześcijaństwa. Różnica taka, że poganie wierzą w konkretny wpływ zmarłych na ich losy, chrześnijanie we wstawiennictwo u Boga. Żadnej władzy.
Obrzędy związane z obrzędkiem pogańskim? A coś konkretniej? Bo tak ogólnie, to można powiedzieć, że samo powierzchowne podobieństwo nic nie znaczy.
Cytuj:
Strach się bać, biorąc pod uwagę jak to może potencjalnie zaszkodzić.
Zaszkodzić może kontakt z demonami, diabłami. Konkretna relacja z nimi, obrzędy z mocą demoniczną, a nie goła praktyka.
Stridingshadow pisze:
Wracając do tematu Noża kuchennego (...), tak długo jak nie udowodnisz że ów 'chwyt', jak go nazywasz, jest błędem w logice, tak długo nie masz prawa się czepiać.
Źle mnie zrozumiałeś. Sam tego chwytu nieraz używam, bo jest po prostu dobry. Nie czepiam się. napisałem tylko, że jest popularny u księży. Taka ciekawostka.
Cytuj:
(...)Chrześcijanin niepraktykujący zabija niepraktykującego Muzułmanina (i na odwrót) za to że obaj są niepraktykujący ale mają inną wiarę w papierkach, mają inny akcent, jeden z nich ma dłuższą brodę i jest trochę ciemniejszy.
Ludziom można tak namącić w głowach 'religią' i 'wiarą' że przestają wierzyć w to co dla nich ważne, i taki oto snajper z obrazkiem Matki Boskiej na kolbie wali z paruset metrów w cywili (może nawet i Chrześcijan, skąd ma wiedzieć?) idących po chleb z dostaw.
No bo to trzeba odróżnić ludzi, którzy wierzą, od ludzi, któym się wydaje, że wierzą.
Cytuj:
Wszyscy powinniśmy rozumieć i zdawać sobie sprawę z tego że nie jest ważne wyznanie (nie najważniejsze a ważne w ogóle) a jedynie to co przez swoje życie prezentuje sobą dana osoba, wtedy nie będzie ekscesów typu Tadka z Radyjka i jemu podobnych, ludzie nauczą się nazywać rzeczy po imieniu (np 'morderca' i 'sekciarz' ew. 'watażka'). Bez mącenia sobie głowy czymś takim jak przynależność religijna ludzie nauczą się dokonywać trzeźwych osądów na temat tego dokąd zmierzają inni oraz oni sami.
Nie do końca się zgodzę. Drugim najważniejszym przykazaniem jest dla chrześcijanina kochać bliźniego. A kto to jest bliźni? Każdy człowiek. Psim obowiązkiem każego człowieka jest kochać każdego człowieka. Kochać, nie lubić. Lubić każdego się nie da, ale kochać tak. Kochać, to jest szanować, chcieć jego dobra itd. Tutaj wyznanie się nie liczy. Nie może być tak, że np. sintoistów kocham mniej.
Przynależność religijna ma jednak znaczenie o tyle, że wynika z niej sposób myślenia człowieka. Odrzucenie tej przynależności jest zubożeniem patrzenia na człowieka.
Cytuj:
Ludzie przestaną odczuwać najbardziej szkodliwy (udowodniony jako szkodliwy a nie o potencjalnej szkodliwości) z możliwych podziałów jakim jest przynależność do danej grupy religijnej.
Nie mylmy sufitologii opartej na mniej czy bardziej wiarygodnych badaniach naukowych z prawdziwym dowodem.
Nie jest szkodliwy podział na grupy reigijne, a głupota i pycha, które każą jednym wywyższać się nad innymi.
Cytuj:
Stadna tożsamość religijna jest szkodliwa i to bardzo, i nie, nie jestem komuchem.
Zgadzam się.
Cytuj:
Nie jestem przeciwnikiem Wiary Chrześcijańskiej, wręcz przeciwnie, staram się jej podporządkować swoje życie co wcale nie jest dla mnie łatwe bo z wieloma rzeczami się nie godzę (może za długo żyłem bez opiekuna duchowego a może po prostu jestem wygodnicki, może po prostu ta religia chce od człowieka za wiele) i mam problem (większy lub mniejszy) z wprowadzeniem ich do swojego życia.
Nie odrzucam Kościoła ale traktuję go ze sporą dawką krytycyzmu.
Ja natomiast nie miałem i nie mam przewodnika duchowego. I, póki co, nie zanosi się na zmianę w tej sprawie. Krytycyzm jest potrzebny. Zdrowa krytyka jest wszędzie potrzebna. W przypadku Kościoła Katolickiego jest potrzebna w tym np. względzie, żeby pilnować się, czy oby napewno idziemy w dobrą stronę, czy dbamy o Prawdę, czy o własne wyobrażenie, pseudoprawdę.
Nie czuję, żeby wiara/religia katolicka wymagała ode mnie za wiele. Właściwie nie czuję żadnych wymogów. Ze wskazaniami się zgadzam, wypełniam "praktyki religijne", bo chcę, bo wierzę, że to dla mnie dobre, że to mnie przybliża do Boga. Zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, że nie każdemu jest łatwo wierzyć.
nemrod pisze:
A na jakiej zasadzie będzie trudniejszy? Czy myślisz, że skoro żyje w państwie katolickim, a sam nie chodzę do kościoła, nie obchodzę świąt, zjem schabowego w wielki piątek (bo mi smakuje), nie modlę się codziennie to ma być mi trudniej?
Tak sądzę. Im bliżej Boga się żyje, tym łatwiej jest żyć.
Cytuj:
Gdy porwiesz noworodka i przez kilkanaście lat będziesz nauczał, że trzeba zabijać ludzi i powieszże jest to dobre, to gdy już go wypuścisz a on zacznie zabijać, to wszyscy go potępią i powiedzą, że jest bardzo złym człowiekiem. On stwierdzi, że jest dobry. W takim wypadku wszyscy mają rację. Pojęcie dobra nie jest ostateczne, więc uważam że nie istnieje jedyna droga.
W tym przykładzie wszyscy oceniają według własnego punktu widzenia. Ja uważam, że jest dobro obiektywne.
Cytuj:
"kulty demoniczne" Jest to też zdanie kompletnie wzięte z kosmosu. Jak odrózniasz demona od nie-demona? Wytłumacz mi na czym to polega?
Najprościej - po owocach.
Konkretniej: wywoływanie duchów, magia itp. rzeczy są w Piśmie Świętym (i w Stary i w Nowym Testamencie) zabronione. Przez wyoływanie duchów, praktyki magiczne, "energię kosmosu" itp. Bóg ani Jego aniołowie z człowiekiem się nie kontaktują. Można więc poznać demon po adresie - jeśli "mieszka" w magii, to wiadomo w której drużynie gra. To tak w dużym skrócie.