 |
| Pułkownik |
 |
-
Posty:
2260
-
Dołączył:
07.03.2009
-
Skąd:
Bejrut
|
|
aszek pisze: Pozatym, wypada mi chyba podziękować że chciało Ci się odpowiadać (po robocie). Dzięki. Daj spokój, nikt łaski nie robi że uczestniczy w dyskusji, ja też nie.
aszek pisze: Być może jest tak, że na moje poglądy w kwestii anty-szczepień i zapatrywań na służbe zdrowia miała krytyczna ocena mojego otoczenia (po złych doświadczeniach) Nie chcę obrazić nikogo z Twojego otoczenia, ale kiedy 5 laików przekaże jeden drugiemu tę samą opowieść, to ostatecznie nie będzie ona miała wiele z prawdą.
aszek pisze: bo poniekąd osobiście nie miałem ostatnio zbyt wielkiej styczności (np. hospitalizowanie) Ale nie wstyd Ci mówić, że bez łapówki niczego w szpitalu nie załatwisz. Człowiek uczy się całe życie, pracuje 60-80h na tydzień, dostaje za to psie pieniądze (a ponosi pełną odpowiedzialność), ratuje życie Twoje i Twoich bliskich, a Ty go niezasadnie oskarżasz o łapownictwo. Sorry, ale to jest poniżej pasa.
aszek pisze: Ostatecznie (u mnie) funkcja generalizowania wpływa na ocenę całego zjawiska Widzisz, to bardzo źle, szczególnie w medycynie. W medycynie masz do czynienia z poszczególnymi organizmami, które pomimo wielu podobieństw mogą różnić się szczegółami i szczególikami. Jest kilka powiedzeń "W medycynie jak w kinie", "En medecine et en amour ne dites ni jamais ni toujours", które zaznaczają element zmienności osobniczej w medycynie. To nie jest tak, że nie ma twardych reguł, to jest tak, że zawsze jest więcej zmiennych niż ogarnia nauka i umysł jednego człowieka, dlatego zawsze trzeba być przygotowanym na sytuację niespodziewaną. Stąd zamiłowanie środowisk medycznych do statystycznych badań naukowych i EBM. W medycynie masz prawo powiedzieć "Z mojego doświadczenia wynika, że..." po jakichś 10 latach praktyki. Wtedy rzeczywiście masz jakiś pogląd na to co się dzieje.
aszek pisze: po prostu wyjątek czyni regułę Nie wiem jak mam to rozumieć. Jeżeli dany lek uratuje 100 000 ludzi, a zabije 1 osobę (np. reakcja alergiczna) to mamy go nie stosować, bo ze względu na wyjątek (kogoś zabił) jest zły? W takim razie nie ma miejsca na żadną medycynę, bo jak już mówiłem każdym lekiem prawidłowo stosowanym można zabić. Na każdy lek można być uczulonym, na każdy można jakoś niestandardowo zareagować. Leczymy lekami, bo jest z tego znacznie więcej korzyści niż strat, a w razie zagrożenia zdrowia chorego staramy się mu pomóc, tak jak umiemy.
aszek pisze: to jednak jest zbyt wiele sprzecznych sygnałów abym mógł bezkrytycznie przyjąć zapewnienia że jest tylko jedna wersja To może posłuchasz autorytetów (np. jakichś znanych profesorów), przecież niemożliwe że wszyscy kłamią. W środowiskach pokroju przychodni na zapadłej wsi lobbing firm farmaceutycznych przechodzi, ale kiedy jesteś kimś, i Twoje nazwisko znaczy więcej niż Twój tytuł, to nie zniżasz się do poziomu marionetki producenta leku, inaczej tracisz w oczach środowisk naukowych.
Część faktów, które zamieściłeś ma jakieś z sufitu wzięte źródła, wiele z nich podaje dane w sposób niejednoznaczny (acz sugestywny). Napisałem już jakąś pracę naukową, i wiem, że nieodpowiednia interpretacja faktów zmienia WSZYSTKO.
aszek pisze: Przyjmuje do wiadomości Twoje entuzjastyczne podejście do szczepień Nie mam entuzjastycznego podejścia do szczepień. Własne dzieci (o ile urodzą się zdrowe i takie zostaną) zamierzam zaszczepić jedynie tym, co jest w programie obowiązkowym, + ew. jakiś rotawirus w niemowlęctwie i HPV jeżeli będzie jakaś dziewczynka. Nie widzę sensu szczepienia zdrowego dziecka na coś, co będzie powszechnie występować w środowisku, ale źle mi się robi jak słyszę niektóre rzeczy które mówisz. Pamiętaj, że zaczyna się od tego, że ktoś mówi 'nie ma co szczepić zdrowych dzieci', a kończy się na tym, że całe pokolenia są nieszczepione, a potem setki osób umierają na błahą chorobę, tylko dlatego że nie zostały zaszczepione, a lekarze nie widzieli ani jednego przypadku na studiach (bo wtedy ludzie się jeszcze szczepili).
aszek pisze: ale nie jestem jeszcze przekonany, ciągle mam wątpliwości.
Polecam zatem przeczytać jakąś prostą książkę do anatomii (starczy taka dla pielęgniarek i położnych), jakąś książkę do histologii dla wydziału lekarskiego, jakąś immunologię (też dla lekarskiego) oraz mikrobiologię (dla lekarskiego, bo gadamy o dość istotnych tematach). W podręcznikach akademickich jest wiedza bezsporna i powszechnie uznana, zapewniają Ci one możliwość wyrobienia sobie własnego zdania, oraz interpretowania informacji w oparciu o jakąś wiedzę teoretyczną. Mówię całkiem serio.
aszek pisze: Nigdy się nie upierałem, że to MMR powoduje autyzm, sam wybrałeś MMR jako argument korony przeciw braku negatywnego związku między jakimikolwiek szczepieniami a jakimikolwiek powikłaniami i stosujesz go na okrągło. Nie uważam, że uparłeś się na MMR i autyzm. Po prostu zauważyłem, że implikujesz zw. między szczepieniami ochronnymi a autyzmem. Przytoczyłem Ci zatem przypadek od którego zaczęła się cała ta legenda. Uwierz, że gdyby autyzm wiązał się z jakąś infekcją, dawno byśmy to wykryli, i próbowali zastosować w leczeniu i profilaktyce autyzmu.
aszek pisze: Rozumiem, że w dobrej wierze argumentujesz za samymi pozytywnymi skutkami szczepień, ale jak to w życiu bywa wszystko ma swoje negatywna strony. Nigdy nie powiedziałem, że szczepienia nie mają działań niepożądanych. Ale jeśli weźmiesz pod uwagę, że z owych 500 000 (niech będzie taka liczba) zaszczepionych Amerykanów z powikłaniami szczepień, ogromna większość będzie miała bardzo błahe objawy (jakieś drobne zmiany skórne, gorączkę, katarek), ok setki osób może dostać reakcji alergicznej (nie że od razu wstrząs) a kilkadziesiąt rozwinie objawową chorobę, podczas gdy dzięki szczepieniu niemal wyeliminujemy drobnoustrój z danego regionu, to cena względem społeczeństwa jest niewielka.
Nikt nie chce zachorować, i nikt nie chce, żeby ktoś go zaraził. Jedyne szczepienie które było wymuszone prawem w historii RP to szczepienie na ospę prawdziwą (obecnie ospy na świecie nie ma, szczepienia zatem się nie wykonuje). Nikt nikogo nie zmusza do brania szczepionek i cierpienia na ich działania niepożądane. Nawet kupując głupie ziółka na gardło słyszysz litanię, że masz się skonsultować z lekarzem albo panią magister, bo każdy lek niewłaściwie użyty może Cię uszkodzić albo zabić.
aszek pisze: Mimo wszystko coś ten autyzm powoduje, a mi nie chce się wierzyć że występuje on bez zewnętrznej przyczyny bo dotyka on zbyt wielkiej ilości przypadków (jeśli wierzyć danym). Sęk w tym, jakie kto ma dane. Jeżeli masz dane z Lancet'a czy innego NEJM'a to ciężko się nie zgodzić, a jeżeli masz dane z opracowania jakiegoś niezrzeszonego czarodzieja spod ciemnej gwiazdy, to wybacz ale potraktuję je z rezerwą.
aszek pisze: Ty przyjąłeś (chyba), że jeśli MMR nie powoduje autyzmu to żadna inna szczepionka tego nie robi. Nie. Po prostu żadne prawidłowo przeprowadzone badanie kliniczne (retrospektywne czy prospektywne) nie wykazało związku między szczepieniami ochronnymi a autyzmem. Jeżeli sądzisz inaczej, to zacytuj dane badanie, koniecznie z dokładnym źródłem (tytuł pisma, numer, data i strona), a ja pójdę do biblioteki akademickiej i to przeczytam.
aszek pisze: Skoro jeden badacz zaliczył wpadkę to pewnie żaden inny nie odważy się ponownie podjąć tematu, Nieprawda. W medycynie każde badanie, które zostało przeprowadzone w sposób merytorycznie prawidłowy ma swoją wartość. Kiedy powstaje nowatorska praca naukowa, która jako pierwsza ukazuje związek pomiędzy dwiema uprzednio niepowiązanymi zmiennymi, to szybko powstaje wiele prac w podobnych warunkach, aby potwierdzić lub zdementować (a na pewno skonfrontować) rzeczone wyniki.
Praca którą napisałem nie udała się ani mojemu poprzedniemu opiekunowi, ani jego opiekunowi. Dzięki temu, że jedna z koleżanek z którą to pisałem, zaprzęgła do pracy ojca, który wszystko ładnie wrzucił w program statystyczny (a sam statystykę ogarniał) udało nam się w miarę bezboleśnie wyciągnąć sensowne wyniki. Nie byliśmy pierwsi na świecie, ani nawet dziesiąci, ale na podstawie dokumentacji i bibliografii wykazaliśmy pewne zależności pomiędzy pewnymi parametrami hemodynamicznymi podczas przeszczepienia wątroby a krótkoterminowym przeżyciem chorych. Dostaliśmy nagrodę, nawet dwie. Mieliśmy to publikować, ale są wakacje, złapałem lenia i nie piszę 
Nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko po to żebyś wiedział, że w medycynie jest mało tematów tabu w pracach naukowych.
aszek pisze: W końcu to biznes i koncerny nie prowadzą prac badawczych z samej tylko altruistycznej natury, ale dla kasy. Koncerny prowadzą we własnym zakresie (pod nadzorem komisji bioetycznej) badania leku przed wprowadzeniem go na rynek. Całą resztę prac naukowych prowadzą ośrodki akademickie, a rzadziej niezrzeszeni badacze.
aszek pisze: Bardzo poważne wątpliwości mam właśnie w kwestii procedur testowania szczepionek na ludziach, skoro oficjalnie są one zabronione a istnieją w ograniczonej próbie testowej Nie są. Po prostu musisz mieć na to zgodę odpowiednich władz w danym kraju. Najpierw jest tak, że testujesz sobie szczepionkę na jakichś komórkach w probówkach. Do tego musisz mieć zgodę szefa, żeby udzielił Ci dotacji  Jeżeli szef uzna, że nie marnujesz jego pieniędzy, to możesz ubrać wyniki swoich badań na szkle w papier, i iść z tym do komisji bioetycznej, która udzieli Ci pozwolenia na wykonanie określonych procedur na określonej liczbie szczurów czy innych myszy (czasem są jakieś kurczaki czy inne takie). Wszystko jest regulowane prawem. Jeżeli na zwierzętach otrzymasz jakieś sensowne wyniki, to możesz iść z odpowiednią dokumentacją do komisji bioetycznej (i szefa) żeby załatwić próby na większych zwierzętach, to odbywa się kilkoma etapami, od szczurów i myszy po małpy. Jeżeli po tych wszystkich perypetiach lek nie okaże się niebezpieczny, komisja i szef uznają że jest sens dalej prowadzić badania, i dokumentacja będzie git, to będziesz się ubiegać o pozwolenie na próby na zdrowych ochotnikach (dostajesz pozwolenie na przetestowanie określonych dawek leku w określony sposób na określonej liczbie zdrowych OCHOTNIKÓW). Jeżeli lek przejdzie przez ochotników, to wchodzi w tzw. pierwsze próby kliniczne, gdzie lekarze na całym świecie stosują go zamiennie z innym podobnym lekiem (lub placebo) nie wiedząc sami co podają (oczywiście chory wyraża na to zgodę), lekarz pisze w swoim sprawozdaniu co i jak, a ktoś kto wie co lekarz podał (na podstawie kodu opakowania) zapisuje to w danych do badania.
Kiedy lek przebije się przez te wszystkie badania, to może dostać zgodę na bycie wprowadzonym na rynek. Jednocześnie od wprowadzenia leku prowadzone są szerokie badania kliniczne, które mają wyjawić m.in interakcje leku z innymi stosowanymi lekami, oraz rzadkie objawy niepożądane. To kosztuje krocie, i trwa dekadę lub dwie, a jest na każdym kroku kontrolowane przez rozmaite komisje. Ciężko jest oszukać, no i przy okazji lek się robi droższy, bo większość leków na którymś etapie odpada, a trzeba jakoś spłacić badania 
Szczepionka to też produkt farmaceutyczny, więc podlega podobnym badaniom.
aszek pisze: że któraś lub kombinacja któryś szczepionek jest przyczyną powikłań Dlatego szczepionek nie podaje się razem (chyba że są przebadane pod kątem interakcji) ani podczas infekcji.
aszek pisze: Być może niefortunnie (z braku wiedzy) wybrałem taki przykład, może dziecięce porażenie było by bardziej adekwatne Jest. Porażenie dziecięce (poliomyelitis) to choroba wirusowa. Jedna z dwóch dostępnych szczepionek zawiera zmutowanego żywego wirusa. Wirus nie powoduje choroby u osób skądinąd zdrowych, ale może ją spowodować u osób ze znamiennie obniżoną odpornością. Dlatego tej szczepionki się takim osobom nie podaje. A jak jakiś lekarz zbada szczepionego (jak nie zbada to nie lekarz tylko łapiduch) i przeoczy znamiona stanu spadku odporności, i skieruje na szczepienie pomimo p.wskazań, to choroba nie będzie winą szczepionki, tylko danego lekarza.
aszek pisze: Jeśli wierzyć w przytoczoną historię (tej 3letniej dziewczynki) problemy neurologiczne pojawiły się w następstwie szczepienia, nie przed, więc to sygnał niosący ostrzeżenie. Ale wiesz, że nie musi być związku? Mój stryjek żyje w kraju, gdzie może kupić sobie antybiotyk bez recepty. I za każdym razem jak ma infekcję wirusową bierze antybiotyk, i twierdzi że mu to pomaga. Tymczasem my wiemy jak działają antybiotyki, i wiemy że nie mają jak zwalczyć wirusa.
Jeżeli chcesz porównanie ze świata software'u, to ojciec zawsze wypominał mi, że komp jest zawirusowane przez moje oryginalne gry (a nie np. jego programy spiracone z dziesiątego pirata).
aszek pisze: Choć argumentujesz, że autyzm ma podłoże psychiczne to w związku ze zboczeniem zawodowym (informatyka) patrze na tą kwestię od strony hardware'u czyli od nośnika, tu w nomenklaturze medycznej najbliżej byłoby do neurologii. Problemy neurologiczne są zwykle skutkiem bardziej namacalnych i rozległych uszkodzeń (chyba mam pół dysku w bad sectorach) niż problemy psychiatryczne (coś mi RAM chyba nie styka). Ale nieważne. Zaburzenia neurologiczne to np. utrudnienia w wykonaniu ruchu, w powstrzymaniu się od ruchu, zaburzenia czucia itd... Dziecko z porażeniem dziecięcym może mieć trudności z chodzeniem pomimo rehabilitacji, może nawet umrzeć u szczytu objawów choroby z powodu porażenia mięśni oddechowych. Z dzieckiem chorym na autyzm się zwyczajnie nie dogadasz, choć somatycznie będzie zupełnie zdrowe.
aszek pisze: ale dlaczego zdarza się to tak często ? Pediatrzy też zadają sobie to pytanie, dlatego w ciągu najbliższych lat OPV ma zostać całkowicie zastąpione przez IPV (całkowicie niegroźną szczepionkę z fragmentów zdechłego wirusa). Inna sprawa, co kto rozumie przez często. Porażenie dziecięce jest w Polsce totalną kazuistyką, nie stanowi tzw. 'problemu medycznego'.
aszek pisze: Zgadza się, zapomniałeś dodać że ten sam psycholog powie że każdy winy będzie zaprzeczał swojej odpowiedzialności, winie czy zaniedbaniu. Powiem Ci więcej. Większość błędów w sztuce nigdy nie zostanie zauważona. Większość procesów o błędy w sztuce jest zwyczajnie bezzasadna, a inicjatywa bierze się stąd, że rodzina była wyjściowo źle nastawiona, albo sam lekarz był niemiły.
aszek pisze: Przecież nie masz dostępu do badań klinicznych nad daną szczepionką Nie mam ich w szufladzie, ale mógłbym je sobie załatwić bez większego problemu na papierze bądź PDF'ie. Każdy lek stosowany w Polsce musi przejść próby kliniczne, i mieć na to papiery.
aszek pisze: Na dodatek upierasz się, że raz wprowadzona szczepionka musi być dobra, tymczasem okazuje się że nie jest, a z czasem trzeba ją wycofać Nie upieram się. Jest też tak, że zmieniają się warunki w których żyjemy. 50 lat temu nie było AIDS, nie stosowano powszechnie glikokortykosteroidów u dzieci, a transplantologia była w powijakach i było znacznie mniej stanów upośledzenia odporności. Obecnie jest inaczej, i istnieje duża grupa w populacji, dla której niektóre szczepionki są potencjalnie niebezpieczne. Tej populacji tymi szczepionkami nie szczepimy, choć musieliśmy się sparzyć, żeby zwrócić na to uwagę.
aszek pisze: Trzymajmy się tematu sczepień, choroby zakaźne mnie w tym momencie nie interesują. Myślałem, że rozmawiamy o szczepieniu ludzi przeciwko chorobom zakaźnym. Szczepionka nie działa magicznie, tylko w jakiś sposób, jeżeli wiemy jak działa szczepionka, to mamy szansę przewidzieć jakie działania niepożądane mogą się wiązać z jej podaniem. Do tego wymagana jest wiedza m.in z zakresu chorób zakaźnych.
aszek pisze: na ile min przeciwpiechotnych musisz wejść aby zastanowić się że coś dziwnie mało nóg Ci zostało ? Przecież napisali że w tym miejscu nie ma pola minowego, napisali ! więc idę dalej... Ale jeżeli przez to 'pole minowe' przeszło przedtem parędziesiąt tysięcy osób, a Ty akurat straciłeś nogę, to przyznasz że był to dość niespodziewany zwrot akcji.
aszek pisze: Ano dostaje i znam takie przypadki. To nie jest zgodne z prawem, albo ktoś nie wie co mówi (niekoniecznie Ty, ale ktoś kto Ci to opowiedział). Na wykonanie czegokolwiek przy nieletnim chorym wymagana jest zgoda opiekuna prawnego (chyba że zachodzi sytuacja ratowania życia, a pomimo braku zgody opiekuna uda się załatwić zgodę na leczenie przez sąd).
aszek pisze: W takim razie, czy mam rozumieć że szczepionka przyczniła się do zakażenia, czy nie ? A jak dziecko potnie się brzytwą, to wina dziecka czy brzytwy? A może Twoja że dostała od Ciebie brzytwę? W takim razie szczepienie zostało omylnie uznane za dopuszczalne w danym stanie chorego, wina lekarza.
aszek pisze: Może w tym, że pomimo zmian które szczepionka powodowała u ludzi została ona użyta ? Eee, a po co mamy podawać jakąś szczepionkę, która nie powoduje żadnych zmian? Szczepionka ma wpływać na odporność człowieka, jej podanie wiąże się z pewnymi zmianami, szczególnie jeśli jest to żywa szczepionka p.wirusowa.
aszek pisze: Może w tym, że lekarze aplikują lek bez stosowania się do obostrzeń ? Dowodzi to jaką niekompetencję potrafią oni przejawiać. Chyba inaczej rozumiemy termin 'obostrzenie'. W terminologii medycznej obostrzenie to zaostrzenie przebiegu choroby. Innych znaczeń nie znam.
aszek pisze: Piszę wyraźnie że pół miliona miała rekację odwrotną Nie ma terminu 'reakcja odwrotna' (to bezmyślne tłumaczenie 'adverse reaction' ). W badaniu jest napisane, że było ok. 54 000 zgłoszeń, i szacuje się, że to tylko 10% tego, co rzeczywiście miało miejsce. Przy czym wiesz, jeżeli 50 000 zgłoszono, to zapewne 50 000 najcięższych przypadków, a 450 000 zapewne nie wymagało zgłoszenia wg. lekarza. Sam nie wiem czy zgłaszałbym fakt, że komuś lekko napuchło miejsce wkłucia (co ma miejsce nawet po wstrzyknięciu czystej wody).
aszek pisze: Dowodzi to skali tuszowania danych.
Aszek, kiedy musisz zbadać dziennie 30-40-50 chorych i zalecić im leczenie, nie chce Ci się do całej papierkowej roboty dokładać raportu o każdej krostce obok wkłucia, raportujesz tylko to, co może mieć jakiekolwiek znaczenie.
aszek pisze: Chciałbyś, bo najpierw były zaszczepione. Oczywiście, że najpierw zostały zaszczepione. Chodzi o to, że dane nie mówią ilu spośród zaszczepionych zachorowało, tylko ilu spośród chorych było szczepionych.
Porównam jeszcze raz do kamizelek. Ilu żołnierzy USA ginie w akcji? - znacznie mniej niż 100% A ilu żołnierzy USA ginących w akcji miało w chwili śmierci spełniający kryteria pancerz osobisty? - niemal 100% I co? mam wnioskować, że nie ma sensu nosić pancerza, bo każdy zabity miał pancerz? O skuteczności pancerza mówi porównanie liczby opancerzonych żołnierzy, do liczby zabitych opancerzonych żołnierzy.
Tak samo ze szczepieniem. Interesuje nas nie tyle odsetek zaszczepionych wśród chorych, ale odsetek chorych zaszczepionych wśród wszystkich zaszczepionych.
aszek pisze: Podobnej logiki używają ubezpieczyciele aby nie wypłacać odszkodowań. A jak ktoś Cię oskarży, że jego córka zachorowała, bo przejechałeś o 8:32 ul Marszałkowską, to sięgniesz do kieszeni po pół miliona złotych? Każdy ma prawo się bronić, a logika ta nie mija się z prawdą.
aszek pisze: Może Cie zainteresuje że zawsze możesz zmienić profesję, masz odpowiednie predyspozycje  A Ty możesz iść do PiSu, ale dość tych komplementów 
aszek pisze: Hmm, powtarzasz to tak wiele razy, że hindus by zgłupiał słysząc tą mantrę. Bo wiele razy pokazałeś, że wystawiasz osądy pomimo braku wglądu w sytuację. Poza tym Hindusi nie głupieją, tylko osiągają nirvanę.
aszek pisze: Zbytnio się ekscytujesz. Nie sądziłem że mogę być przyczyną nadciśnienia, bólów głowy oraz dowolnej innej dolegliwości samym tylko postem. Powiem wprost, naprawdę boję się o Twoje zdrowie, więc może pogadajmy o śrubkach w kałachu  Zawsze wiedziałem, że znasz się lepiej. Tym razem okazuje się, że jesteś ekspertem od somatyzacji. A tak całkiem poważnie: znasz takie pojęcie jak sarkazm?
aszek pisze: Korupcja wśród lekarzy jest faktem Jest faktem we wszystkich grupach zawodowych. Co nie zmienia faktu, że insynuowanie, jakoby otrzymanie w Polsce leczenia bez dania łapówki było niemożliwe, jest oszczerstwem. Tak samo jak oszczerstwem jest oskarżanie mnie o korupcję. Nie wiem czy wiesz, ale prawo karne RP karze za pomówienia, a Ty jeszcze nie masz PiSowskiego immunitetu, żeby sobie na to pozwalać (abstrahując od faktu że niczym niepoparte oszczerstwa są zwyczajnie poniżej wszelkiej krytyki).
aszek pisze: Również kwestię nietykalności karnej lekarza za swe błędy podtrzymuje, i nie chodzi o zleconą przez sąd opinię biegłego lekarza, ale o takie same zjawisko jak w palestrze, czyli biernemu oporowi w dostarczeniu odpowiednich ekspertyz, ew. ich naginania na korzyść innego lekarza, co zwykle się już w 2giej instancji szerokim echem po polskich mediach odbija. Mylisz się. To że błędy lekarskie rzadko wychodzą na wierzch, wynika z kilku faktów: 1.Historię choroby bardzo łatwo sfałszować (blankiety nie są dokumentami ścisłego rozrachowania, a nawet niesfałszowane historie choroby wyglądają jak zeszyt gimnazjalisty). 2.Bardzo łatwo ujść z napisaniem w historii choroby nieprawdy (o ile nie ma sprzecznej dokumentacji). 3.Prokurator i sędzia zwyczajnie nie znają się na medycynie (jakie to dziwne, że nikomu nie chce się kończyć obu kierunków uważanych za najtrudniejsze z możliwych).
Między lekarzami są różne układy. Ogólnie rzecz biorąc, w tym zawodzie każdy wstydzi się niekompetencji, i każdy stara się ją ukryć, a samą niekompetencją nie dostarcza sobie estymy wśród kolegów. Dodatkowo niektórzy lekarze zwyczajnie nie lubię się nawzajem (kwestie osobiste bądź rywalizacja). Każdy lekarz wie, że najlepszym sposobem na prokuratora jest dobre praktykowanie, nawet uczą nas w ten sposób na studiach: "Zrobicie tak, a jak tak nie zrobicie, to prokurator się Was spyta dlaczego".
_________________
|
|