Loucipher pisze:
roń jednostrzałowa to nieporozumienie - nawet na początku, jeden strzał nie zawsze starczy
z tego co pamiętam, to tylko w JA2,5 występuje broń jednostrzałowa, chyba ze bierzemy pod uwagę granatniki.
Loucipher pisze:
nawet na początku, jeden strzał nie zawsze starczy, aby uspokoić przeciwnika. Krótka, dobrze wycelowana seria kładzie każdego.
Jakoś nigdy nie lubiłem strzelania seriami - tylko w ostateczności. Precyzyjny strzał w głowę, ew. dwa strzały w tułów. A rewolwer jest szczególnie dobry na początku, kiedy bardzo mało jest amunicji do karabinków szturmowych - np. w konfrontacji z pm'em typu mp5k wiadomo, co wygra. Jeżeli waliłem serią, to praktycznie tylko z przyłożenia - na większą odległość pojedyncze, mierzone strzały albo ogień zaporowy w krytycznych sytuacjach - i wtedy przydają się bardzo szybkostrzelne erkaemy. MG36 raczej mnie zawiodło niż zachęciło, a M249 jest za ciężkie nawet w odmianie para.
Pistoletów maszynowych nie używalem, ze względu na słabą amunicję i trudności z eliminowaniem przeciwników jednym strzałem. Za to wolałem mieć w kaburze usp compact z tłumikiem, przynajmniej jest lekkie i małe.
Loucipher pisze:
Obrażenia takie sobie - znam broń o silniejszym "kopie".
Ale porównaj jeszcze ile jedno a ile drugie wypluje pocisków w jednostce czasu? Świetnie się sprawdza, kiedy chcesz położyć na raz więcej niż jednego przeciwnika - taka typowa broń wsparcia.
Loucipher pisze:
Vale i Vintorezy są fajne do nocnych operacji, jeśli masz do nich amunicję. Osobiście, używałbym jakiejś standardowej snajperki (wiele z nich można też wyciszyć) albo M21 w wersji EBR (szyna Picatinny daje mu dużą elastyczność w doborze wyposażenia).
Dla mnie Wintorez to król każdego ataku. Val oferuje za słabą celność moim zdaniem, a jak już mówiłem seria to dla mnie zbędny dodatek. Wyciszone snajperki tracą swój największy atut - dużą prędkość pocisku, a w Wintorezie jest inaczej, amunicja była projektowana jako poddźwiękowa.
Loucipher pisze:
M21 w wersji EBR
świetny gnat, dopiero pod koniec gry zamieniłem go u Lynxa na coś na Lapua (nie pamiętam już co, wiem że kryterium była niska waga)
Ogólnie, moja taktyka zawsze była dość specyficzna, starałem sie albo wykończyć wszystkich wrogów z daleka, albo wleźć na dach pośrodku planszy i dopiero wtedy zacząć rzeźnię. Zawsze uważałem, że im szybciej mnie wróg usłyszy, tym szybciej mi wejdzie w celownik. Więc najpierw snajper z czegoś głośniego robił zamieszanie a ukryci pomocnicy (z Wintorezami) czyścili podbiegających. Jak zaczynało być źle, odzywał się erkaem, jak było cholernie źle - granatnik, jak tragicznie - moździerz. Jak mi się nudziło i miałem za dużo kasy, duże skupiska wroga dostawały gazem musztardowym.







