 |
| Kapitan |
 |
-
Posty:
1160
-
Dołączył:
28.05.2007
-
Skąd:
Z Trakony
|
|
lukasamd pisze: Podobnie jak GrU, intryguje mnie brak reakcji na kilka sygnałów o tym, że są za nisko.No ale czy taki sygnał podczas każdego lądowania to rzecz normalna? Tego ja nie wiem, pilotem nie jestem. Przeczytałem cały wątek na forum lotnictwo.net.pl, który wcześniej ktoś (chyba djt) tu podlinkował. Na tym forum przesiadują ludzie, którzy znają się na lotnictwie, gł. piloci i kontrolerzy lotów. O ile nie mieszam, to system TAWS działa według map które ma w pamięci. Jeśli lotniska nie ma w bazie danych (a lotniska Smoleńsk-Siewiernyj nie ma, bo to ledwo lotniskiem można nazwać), to ten system może ostrzegać fałszywie. W takiej sytuacji jego ostrzeżenia można zlekceważyć, jeśli inne instrumenty wskazują na to, że jest OK.
GrU pisze: Jakiś pan ekspert z "skrzydlatej polski" mówił że każdy dobrze wyszkolony pilot po usłyszeniu pierwszy raz PULL UP od razu naciska guzik odpowiedzialny za automatyczne wznoszenie się samolotu Tomasz Hypki. Na w/w forum mówią o nim, że o tej sprawie mówi z sensem, bo wcześniej to nie koniecznie. Z opisów, które można na tym forum znaleźć wynika, że samolot zaczął się wznosić, zarówno względem poziomu morza, jak i względem wznoszącego się terenu, ale za późno. Tu-154 to kawał maszyny, zanim silniki przejdą na pełną moc, zanim przyspieszenie zmieni znak/zwrot, musi upłynąć chwila czasu. Przez ten czas samolot może opaść 50m i przelecieć w poziomie 400m. Inna sprawa to to, że podwozie było wysunięte, a klapy skrzydeł ustawione w konfiguracji do lądowania.
GrU pisze: Tylko żadna skrzynka i żaden ekspert nie powie dlaczego lądowali w tak ekstremalnych warunkach na takim lotnisku Nie lądowali. Pochodzili do lądowania. To wiemy ze stenogramów. Podchodzili, żeby sprawdzić, czy na 100m wysokości zobaczą ziemię.
Wszystko co wiem, łącznie z informacjami z wczoraj, wskazuje na to, że załoga myślała, że jest gdzie indziej, niż była. Jestem przekonany, że myśleli, że są na innej wysokości, a może też, że są w innej odległości. A to wskazywałoby na błędne ustawienie wysokościomierzy barometrycznych (liczą one wysokość z różnic ciśnienia na płycie lotniska, które podaje wieża i na wysokości samolotu) i złego działania lub (teoria spiskowa) dołożenia fałszywej radiolatarni. Czyli: nie wiedzieli co robią...
Wigen pisze: Skoro najlepsi z najlepszych pilotów zasiadają za sterami rządowej floty, czyli co? Lepszych już nie będzie? Co można jeszcze w takiej sytuacji zrobić? Tam kiedyś latali najlepsi. Teraz najlepsi zrobili licencje cywilne i latają w zwykłych liniach, gdzie dostają za taką samą robotę więcej kasy. Ci, którzy zostali, nie mają doświadczenia tak dużego, jakie powinni mieć piloci wożący prezydenta i rząd.
Stridingshadow pisze: Pozostaje kwestia głosu Gen. Błasika: wg. stenogramu wypowiedział w kabinie min. 2 ciągi zdań, z których nie dało się nic odczytać.Od jakiegoś czasu istnieją (mniej lub bardziej zasadne) podejrzenia jakoby Generał mógł wywrzeć presję na pilotach celem podjęcia przez nich próby lądowania. Jeśli generał kazał, a piloci potulnie słuchali, to źle świadczy o polskim lotnictwie. Powinno być tak, że dowódca załogi wysłucha co generał ma do powiedzenia, po czym zaprzeczy i poprosi o opuszczenie kabiny. Dowódca załogi w trakcie lotu odpowiada tylko przed Bogiem. Jeśli przekozaczył, zawinił, to potem można (trzeba) go za to ścigać, ale w powietrzu można mu nagwizdać.
|
|