Mack the Knife pisze:
z tego co pamiętam, to tylko w JA2,5 występuje broń jednostrzałowa, chyba ze bierzemy pod uwagę granatniki.
Może się źle wyraziłem. Chodziło mi o broń strzelającą tylko ogniem pojedynczym (czyli właśnie pistolety i rewolwery, a z długiej broni - karabiny typu "bolt-action").
Mack the Knife pisze:
Pistoletów maszynowych nie używalem, ze względu na słabą amunicję i trudności z eliminowaniem przeciwników jednym strzałem. Za to wolałem mieć w kaburze usp compact z tłumikiem, przynajmniej jest lekkie i małe.
Widzę tu pewną sprzeczność. Amunicja pistoletowa jest faktycznie słaba, ale to dotyczy zarówno pistoletów, jak i PMów. A skoro pojedynczy pocisk nie daje rady, to zamiast obciążać kaburę pistoletem, który strzela jednym pociskiem, wolę mieć w kaburze coś, co wystrzeli ich kilka i w miarę celnie - na przykład właśnie mały, wytłumiony PM z małą karą za serię. Taka seria jest już w stanie sprzątnąć nawet przypakowanego wroga.
Mack the Knife pisze:
Ale porównaj jeszcze ile jedno a ile drugie wypluje pocisków w jednostce czasu? Świetnie się sprawdza, kiedy chcesz położyć na raz więcej niż jednego przeciwnika - taka typowa broń wsparcia.
Jeśli liczy się czysta szybkostrzelność, to faktycznie - niewiele broni równa się z Aresem. Z tym, że tak jak napisałem - dla mnie ważniejsza jest celność ognia punktowego, bo nie zawsze jest tak, że wróg lezie na rzeź stadami. Szybki karabinek (taki jak C7) tez pozwala wykończyć kilku przeciwników w jednej turze, i to niekoniecznie perforując pół metra kwadratowego trawnika ołowiem.
Mack the Knife pisze:
Ogólnie, moja taktyka zawsze była dość specyficzna, starałem sie albo wykończyć wszystkich wrogów z daleka, albo wleźć na dach pośrodku planszy i dopiero wtedy zacząć rzeźnię. Zawsze uważałem, że im szybciej mnie wróg usłyszy, tym szybciej mi wejdzie w celownik. Więc najpierw snajper z czegoś głośniego robił zamieszanie a ukryci pomocnicy (z Wintorezami) czyścili podbiegających. Jak zaczynało być źle, odzywał się erkaem, jak było cholernie źle - granatnik, jak tragicznie - moździerz. Jak mi się nudziło i miałem za dużo kasy, duże skupiska wroga dostawały gazem musztardowym.
Ciekawa taktyka, muszę przyznać, choć widzę w niej pewne zagrożenia. Wykańczanie wrogów z daleka ma sens, ale im dalej, tym gorzej z celnością. Ja wolę wykorzystywać zasłony terenowe (ściany, kępy drzew), aby zmusić wroga do podejścia bliżej, gdzie każdy strzał to praktycznie instakill. Misje "na głośno" faktycznie dają to, że wróg od razu rzuca się "kupą" na naszych najemników, ale to czasem bardziej wada niż zaleta - jeżeli wróg ma przewagę liczebną, a z osłoną w rejonie walki krucho, to za chwilę mam w drużynie 1 zabitego, 2 rannych i 3 obezwładnionych ogniem, a wróg w ilości kilkunastu podjeżdża i z przystawienia wykańcza niedobitki. Jeśli wabić wroga, to w miejsce, gdzie mam przygotowany "fire sack" (i.e. obszar pod bronią wycelowaną z 2-3 stron). Dobrze przygotowana zasadzka... i do 10 wrogów na turę zalicza grób, i to zanim zdążą oddać. A najlepiej po cichu - 6 najemników skradających się z wytłumionymi C7 wyczyści sektor w kilka minut, a trupy wrogich żołnierzy nie zdążą się nawet zdziwić, że już nie żyją. Noktowizory i noc do tego... i tego się nie da przegrać.











